Kod rabatowy dla pierwszych 100 osób!


40% rabatu na książkowe zakupy dla pierwszych 100 osób!


Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie pod linkiem:


http://www.znak.com.pl/meskastrefa





Wiatr - Marcin Ciszewski


Marcin Ciszewski powraca z thrillerem, który niczym podmuch lodowatego wiatru przyprawi Was o gęsią skórkę.


 

Jakub Tyszkiewicz nie chciał tam jechać. Nadkomisarz wolałby spędzić wolny czas z ukochaną żoną, ale dał się namówić na imprezę na Kasprowym Wierchu.

 

Kiedy wściekłe porywy wiatru odetną szczyt od reszty świata, miejsce zabawy zamienia się w pułapkę. Ktoś atakuje Tosię, jedną z imprezowiczek. W budynku wysiada prąd, a w stronę Kasprowego zmierza ciskany wichrem wagonik kolejki linowej.

 

Kto jest na tyle zdeterminowany, aby podjąć się samobójczej podróży kolejką?

Kto pośród uczestników przyjęcia odpowiada za tajemnicze ataki?

Jak uciec z pułapki bez wyjścia?

 

 


Marcin Ciszewski opowiada skąd się wzięła książka


Wiele lat temu, będąc zawodnikiem Warszawskiego Klubu Narciarskiego, miałem okazję brać udział w obozie treningowym odbywającym się na Kasprowym Wierchu. Mieszkaliśmy w schronisku mieszczącym się na piętrze górnej stacji kolejki linowej. Lokalizacja ta miała niewątpliwą zaletę, że zaoszczędzała zawodnikom trudu (będącego udziałem tych, którzy mieszkali w Kuźnicach) wstawania o czwartej rano, by stanąć w kolejce po miejscówki. Miała jednak również i wadę: wrażliwość na pogodę.

 

Pewnego dnia, przedostatniego dnia obozu, wiatr rozpędził się do trzydziestu metrów na sekundę. Przy dwudziestu kolejka zostaje zamknięta. Jednak my, czternastu zawodników kadry klubu, nie mogliśmy przejmować się pogodą: o jedenastej rano musieliśmy zameldować się na Nosalu, tego dnia bowiem odbywały się na tym wymagającym stoku Mistrzostwa Polski juniorów w slalomie specjalnym. Zarzuciliśmy plecaki na ramiona i zaczęliśmy zjeżdżać Kotłem Gąsienicowym w dół.

 

Wiało tak, że niemal nie sposób było utrzymać się na nogach, mróz sięgał piętnastu stopni, co przy takim wietrze pozwala pomnożyć go pewnie przez dwa, mgła nie pozwalała dojrzeć końca własnego kija narciarskiego. W normalnych warunkach zjazd zająłby nam czterdzieści, może pięćdziesiąt minut. My jechaliśmy blisko cztery godziny. Na dole zjawiliśmy się z odmrożeniami (wszyscy, bez wyjątku) policzków, nosów, uszu. Zawody zakończyły się godzinę wcześniej. 

 

Po latach pomyślałem, że historia ta mogłaby być nienajgorszym punktem wyjścia do fabuły.

 

Góry, fatalna pogoda, kolejka.

I morderca.

 

Tak powstał Wiatr.